Wychodzę z założenia, że jeśli człowiek decyduje się na pracę w służbie zdrowia, to powinien mieć w sobie choć trochę empatii. Okazało się, że nic bardziej mylnego. Jedynie JEDNA położna ze wszystkich pracujących na oddziale okazała się być człowiekiem. Pozostałe albo wcale się nie odzywały jak przychodziły, albo udawały że mnie nie widzą. Pokłóciłam się z taką jedną. Poprosiłam o coś przeciwbólowego bo miałam bardzo silne skórcze. Tak silne, że aż mnie wyginąło do góry w pałąk. A ona na to "czy ja nigdy w życiu okresu nie miałam?" No żesz q-wa, chyba inne są skórcze w czasie okresu a inne po oksytocynie. Powiedziała że niedługo dostanę tramal. Ale tramal na mnie nie działa przeciwbólowo tylko halucynogennie. Poprosiłam żeby zawołała lekarza, ale małpa odmówiła. No więc sama zawołałam jak zauważyłam że jakiś przechodził obok. I okazało się że można dostać coś innego niż tramal.
Pod wieczór, po całym dniu błagania, przywieziono mi na chcilę Księcia z Bajki. Spał i wyglądał cudownie jak aniołek. Szkoda, że musieli mi go znowu zabrać.
Noc nie należała do przyjemnych. Zarówno mi jak i koleżance było niewygodnie, do tego nie mogłyśmy się za bardzo ruszyć i wszystko nas bolało od leżenia plackiem.
W końcu, nad ranem, zaczęłyśmy się już ruszać. Odwrócenie się na bok zajęło dobre pół godziny. Tak samo powrót na plecy. Kiedy usiadłam zaczęło mi się krecić w głowie. Ale pomału wracałam do żywych. Tak samo Lila.
Kiedy przyszła położna z porannej zmiany obie zaniemówiłyśmy a szczęki to nam chyba na samą podłogę opadły. Bo pani położna się przedstawiła, zapytała jak się czujemy i powiedziała że możemy ją wołać jak będziemy czegoś potrzebować. Czyli że jak? Można być człowiekiem? MOŻNA. Już sam jej widok sprawiał, że uśmiech cisnął się na usta.
środa, 7 sierpnia 2013
poniedziałek, 1 lipca 2013
Cesarka i inne przyjemności
Mimo że na samą cesarkę nie narzekam, bo nic nie czułam, czas po cesarce jest chyba największą traumą mojego życia.
Przewieziono mnie na salę obserwacyjną, podłączono jakąś kroplówkę i zostawiono samą sobie. Usłyszałam gdzieś w międzyczasie, że będzie jeszcze jedna cesarka, więc wiedziałam, że będę miała towarzyszkę. Było to wielkim pocieszeniem, bo leżenie w zupełnej samotności podczas gdy hormony szaleją, nie należało do przyjemności.
Czas dłużył się strasznie zwłaszcza że mój Książę z Bajki był daleko ode mnie i nikt do mnie nie przychodził powiedzieć mi o nim cokolwiek.Nie wiedziałam czy jest zdrowy, czy wszystko z nim w porządku. Chciało mi się płakać.
Na krótko przed południem na chwilę wpadła do mnie moja siostra. Nielegalnie, bo szpital był zamknięty dla odwiedzających z powodu grypy. W jej oczach zobaczyłam, że wyglądam jak stado nieszczęść. Znajoma mojej siostry, osoba zatrudniona w szpitalu, wzięła mój aparat i poleciała na noworodki zrobić kilka zdjęć Księciu z Bajki. Mogłam go więc zobaczyć. Ale moja siostra wzięła aparat ze sobą, żeby pokazać Księcia rodzinie. Zostałam więc sama, bez Księcia, bez żywej duszy.
Gdzieś w międzyczasie przedzwonił mój mąż. Wiedział, że miałam cesarkę, bo jak mnie zabrali to przedzwonił i odebrała koleżanka z łóżka obok. Od niego dowiedziałam się ile Książę waży i mierzy, oraz że dostał całe dziesięć punktów. Jego ciocia była kiedyś położną i dowiedziała się tego wszystkiego po znajomości, bo mojej teściowej nie chcieli powiedzieć, gdy dzwoniła. Słyszałam tą rozmowę. Położna w sposób opryskliwy powiedziała, że nie będzie udzielać informacji przez telefon członkom rodziny. Że jak ktoś chce, to może skontaktować się ze mną przez telefon. Tyle tylko że mną się NIKT nie interesował. Nikt nie raczył mnie poinformować co się dzieje z moim dzieckiem. Równie dobrze mogłoby mnie tam wcale nie być.
Przewieziono mnie na salę obserwacyjną, podłączono jakąś kroplówkę i zostawiono samą sobie. Usłyszałam gdzieś w międzyczasie, że będzie jeszcze jedna cesarka, więc wiedziałam, że będę miała towarzyszkę. Było to wielkim pocieszeniem, bo leżenie w zupełnej samotności podczas gdy hormony szaleją, nie należało do przyjemności.
Czas dłużył się strasznie zwłaszcza że mój Książę z Bajki był daleko ode mnie i nikt do mnie nie przychodził powiedzieć mi o nim cokolwiek.Nie wiedziałam czy jest zdrowy, czy wszystko z nim w porządku. Chciało mi się płakać.
Na krótko przed południem na chwilę wpadła do mnie moja siostra. Nielegalnie, bo szpital był zamknięty dla odwiedzających z powodu grypy. W jej oczach zobaczyłam, że wyglądam jak stado nieszczęść. Znajoma mojej siostry, osoba zatrudniona w szpitalu, wzięła mój aparat i poleciała na noworodki zrobić kilka zdjęć Księciu z Bajki. Mogłam go więc zobaczyć. Ale moja siostra wzięła aparat ze sobą, żeby pokazać Księcia rodzinie. Zostałam więc sama, bez Księcia, bez żywej duszy.
Gdzieś w międzyczasie przedzwonił mój mąż. Wiedział, że miałam cesarkę, bo jak mnie zabrali to przedzwonił i odebrała koleżanka z łóżka obok. Od niego dowiedziałam się ile Książę waży i mierzy, oraz że dostał całe dziesięć punktów. Jego ciocia była kiedyś położną i dowiedziała się tego wszystkiego po znajomości, bo mojej teściowej nie chcieli powiedzieć, gdy dzwoniła. Słyszałam tą rozmowę. Położna w sposób opryskliwy powiedziała, że nie będzie udzielać informacji przez telefon członkom rodziny. Że jak ktoś chce, to może skontaktować się ze mną przez telefon. Tyle tylko że mną się NIKT nie interesował. Nikt nie raczył mnie poinformować co się dzieje z moim dzieckiem. Równie dobrze mogłoby mnie tam wcale nie być.
czwartek, 27 czerwca 2013
Narodziny
Natuś urodził się 6 lutego.
Był mroźny poranek. Leżałam na patologii ciąży. Przed 7 rano położna podłączyła mnie do ktg. Przysnęło mi się i nie zauważyłam spadku ciśnienia Natusia. Położna zauważyła, że z wykresem było coś nie tak. Ale chyba był deficyt lekarzy z powodu zbliżającej się "zmiany warty" bo nikogo jakoś to nie zainteresowało... do czasu aż ordynator przyszedł do pracy.
Najpierw go usłyszałam a dopiero później zobaczyłam. Zrobiło się wielkie zamieszanie. Szybkie badanie po którym okazało się że rozwarcie mi się nie zwiększyło po całej nocy skurczów.
Chwilę później byłam już na progu sali operacyjnej. Bez dokumentów, bez niczego, tak po prostu z biegu. Podłączono mi cewnik i trzy kroplówki, następnie zastrzyk w kręgosłup i 5 minut później, o 8:55 usłyszałam płacz Księcia z Bajki.
Zobaczyłam jego mokre, rudawe włoski, pozwolonomi go pocałować i w inkubatorze zabrano na oddział noworodków. Usłyszałam, że jak wrócę do sali to ktoś do mnie przyjdzie powiedzieć jak mały. Ja tymczasem musiałam poczekać, aż mnie pozszywają i przetransportują na salę obserwacyjną.
Emocje były wielkie. Chciało mi się płakać. Tęskniłam za synkiem który po raz pierwszy od tylu miesięcy był tak daleko ode mnie. No ale niedługo miałam znowu go zobaczyć.
Tak mi obiecano.
Był mroźny poranek. Leżałam na patologii ciąży. Przed 7 rano położna podłączyła mnie do ktg. Przysnęło mi się i nie zauważyłam spadku ciśnienia Natusia. Położna zauważyła, że z wykresem było coś nie tak. Ale chyba był deficyt lekarzy z powodu zbliżającej się "zmiany warty" bo nikogo jakoś to nie zainteresowało... do czasu aż ordynator przyszedł do pracy.
Najpierw go usłyszałam a dopiero później zobaczyłam. Zrobiło się wielkie zamieszanie. Szybkie badanie po którym okazało się że rozwarcie mi się nie zwiększyło po całej nocy skurczów.
Chwilę później byłam już na progu sali operacyjnej. Bez dokumentów, bez niczego, tak po prostu z biegu. Podłączono mi cewnik i trzy kroplówki, następnie zastrzyk w kręgosłup i 5 minut później, o 8:55 usłyszałam płacz Księcia z Bajki.
Zobaczyłam jego mokre, rudawe włoski, pozwolonomi go pocałować i w inkubatorze zabrano na oddział noworodków. Usłyszałam, że jak wrócę do sali to ktoś do mnie przyjdzie powiedzieć jak mały. Ja tymczasem musiałam poczekać, aż mnie pozszywają i przetransportują na salę obserwacyjną.
Emocje były wielkie. Chciało mi się płakać. Tęskniłam za synkiem który po raz pierwszy od tylu miesięcy był tak daleko ode mnie. No ale niedługo miałam znowu go zobaczyć.
Tak mi obiecano.
środa, 26 czerwca 2013
Nataniel
To zabawne, że wszyscy wokół wydają się wiedzieć najlepiej jak powinnam nazwać swoje dziecko. Zresztą to nie jest chyba tylko mój problem. To problem z którym spotyka się chyba większość rodziców. Tak więc mówię wyraźnie, uwagi typu:
- Co to wogóle za imię?
- Nie ma ładniejszych imion?
- A nie możecie nazwać go/jej X? X to takie śliczne imię
- Będę się musiał/a nauczyć, bo nie zapamiętam.
- Co mam powiedzieć jak sąsiadka zapyta dlaczego? itp. itd.
są nie na miejscu. Ten jeden jedyny raz w życiu wypada być hipokrytą i powiedzieć "Fajne imię" "Super" czy też rzucić inny banał. Sprawa imienia jest indywidualną sprawą rodziców, którzy będą dziecko kochać i wyrażać swoją miłość poprzez imię, które chcą nadać swojej pociesze.
Tak więc ja sama przerabiałam ten problem, ale pozostaliśmy z mężem głusi na sugestie i nazwaliśmy synka tak, jak chcieliśmy.
Nataniel Michał urodził się 6 lutego 2013r.
Imię Nataniel oznacza
"dany przez Boga".
Imię Michał to "spadek" po jego Tacie i Pradziadku.
Imię doskonale pasuje do tej naszej wesołej iskierki. Jest najlepszym prezentem, jaki mogliśmy otrzymać.
- Co to wogóle za imię?
- Nie ma ładniejszych imion?
- A nie możecie nazwać go/jej X? X to takie śliczne imię
- Będę się musiał/a nauczyć, bo nie zapamiętam.
- Co mam powiedzieć jak sąsiadka zapyta dlaczego? itp. itd.
są nie na miejscu. Ten jeden jedyny raz w życiu wypada być hipokrytą i powiedzieć "Fajne imię" "Super" czy też rzucić inny banał. Sprawa imienia jest indywidualną sprawą rodziców, którzy będą dziecko kochać i wyrażać swoją miłość poprzez imię, które chcą nadać swojej pociesze.
Tak więc ja sama przerabiałam ten problem, ale pozostaliśmy z mężem głusi na sugestie i nazwaliśmy synka tak, jak chcieliśmy.
Imię Nataniel oznacza
"dany przez Boga".
Imię Michał to "spadek" po jego Tacie i Pradziadku.
Imię doskonale pasuje do tej naszej wesołej iskierki. Jest najlepszym prezentem, jaki mogliśmy otrzymać.
poniedziałek, 24 czerwca 2013
Podekscytowanie
Te kilka tygodni czekania na serduszko, jest bardzo ekscytujące. Cieszyłam się,że jestem w ciąży, ale też była we mnie obawa, czy na pewno wszystko jest w porządku. Kiedy czekałam na wizytę pod gabinetem serce podchodziło mi do gardła.
Po wejściu kilka pytań i w końcu usg. Zaraz zaraz, to moje serce tak nerwowo stuka czy to...?
To było serduszko Księcia z Bajki. Piękny dźwięk. Nie mogę w to uwierzyć. Pytam lekarza czy to na pewno moje dziecko, a on ze śmiechem odpowiada, że bardziej moje być nie może.
Przypomniała mi się książka, którą czytałam w dzieciństwie. W środku mnie siedzi mały Ktoś.
Wychodzę z gabinetu jak w transie. Przytulam się do męża i łzy spływają mi po policzkach. To jest jak sen, z którego nie chce się obudzić. Sen, który trwa.
Już zawsze chodzimy na wizyty razem. Razem obserwujemy na usg jak naszej fasolce rosną rączki i nóżki. Jesteśmy razem, gdy lekarz mówi, że dzidziuś chyba ma coś między nogami. No jasne, że ma. Przecież ja od razu wiedziałam, że to jest Książę z Bajki. Kilka tygodni później lekarz mówi, że to już jest pewne. Wiem, że jest, ale wtedy po raz pierwszy odważyłam się nazwać synka po imieniu.
Po wejściu kilka pytań i w końcu usg. Zaraz zaraz, to moje serce tak nerwowo stuka czy to...?
To było serduszko Księcia z Bajki. Piękny dźwięk. Nie mogę w to uwierzyć. Pytam lekarza czy to na pewno moje dziecko, a on ze śmiechem odpowiada, że bardziej moje być nie może.
Przypomniała mi się książka, którą czytałam w dzieciństwie. W środku mnie siedzi mały Ktoś.
![]() |
| autor: Willy Breinholst |
Wychodzę z gabinetu jak w transie. Przytulam się do męża i łzy spływają mi po policzkach. To jest jak sen, z którego nie chce się obudzić. Sen, który trwa.
Już zawsze chodzimy na wizyty razem. Razem obserwujemy na usg jak naszej fasolce rosną rączki i nóżki. Jesteśmy razem, gdy lekarz mówi, że dzidziuś chyba ma coś między nogami. No jasne, że ma. Przecież ja od razu wiedziałam, że to jest Książę z Bajki. Kilka tygodni później lekarz mówi, że to już jest pewne. Wiem, że jest, ale wtedy po raz pierwszy odważyłam się nazwać synka po imieniu.
Początek
Wiedziałam, że to będzie Książę z Bajki. Po prostu wiedziałam. Wiedziałam od razu, gdy przyjaciółka przysłała mi esemesem wiadomość z laboratorium, że jestem w ciąży. HCG 160,6! Hurra!
Musiałam to uczcic kupując synkowi owcę ze Szklarskiej Poręby. Nieźle się nałaziłam próbując znaleźć tą najładniejszą. Bo to przecież nie mogła być byle owca. To musiała być owca zupełnie wyjątkowa. Taka jak Baranek z książki o Małym Księciu.
W końcu znalazłam. Oto pierwsza zabawka mojego Księcia z Bajki.
Koleżanki z pracy, z którymi byłam na szkoleniu i które przeciągnęłam po Szklarskiej o poszukiwaniu owcy, zapewne myślały, że zwariowałam. Bo przecież to był sam początek ciąży. Skąd więc mogłam wiedzieć, że będę miała synka? A ja wiedziałam. Wiedziałam od samego początku. I byłam bardzo, ale to bardzo szczęśliwa.
W końcu znalazłam. Oto pierwsza zabawka mojego Księcia z Bajki.
Koleżanki z pracy, z którymi byłam na szkoleniu i które przeciągnęłam po Szklarskiej o poszukiwaniu owcy, zapewne myślały, że zwariowałam. Bo przecież to był sam początek ciąży. Skąd więc mogłam wiedzieć, że będę miała synka? A ja wiedziałam. Wiedziałam od samego początku. I byłam bardzo, ale to bardzo szczęśliwa.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

